środa, 22 marca 2017

"Sarny, gągoły, dzik i co jeszcze?" - Opowieści prosto z kniei.

Dziś pierwszy raz od tygodnia na dłuższy czas zza chmur wyszło słońce, więc nie byłbym sobą, gdybym nie wyszedł do lasu. W pierwszej kolejności postanowiłem wybrać się nad leniwą, płynącą obrzeżem lasu rzekę. Aby tam dotrzeć musiałem pokonać zaorane pole, na którym pasły się dwie sarny. Chwilę się sobie przyglądaliśmy, zrobiłem zdjęcia, a następnie zaniepokojone moją obecnością postanowiły zwiać do lasu. 
Wyczuły mnie...

   
...a następnie uciekły.

 Po tym, przyznam trochę krótkim spotkaniu  skręciłem w stronę lasu, gdzie leniwie płynie wspomniana przeze mnie rzeka. Wyczuwalny, był silny wodny, a raczej bagienny zapach. Teren wokoło szerokiego koryta porośnięty jest drzewami liściastymi, m.in olchami, dalej zaś rozciąga się bór sosnowy.

Nad ową rzeką czasem spotykam bobry, wydry, oraz inwazyjne norki amerykańskie. Kiedyś były tu także inwazyjne piżmaki, ale kilka lat temu pojawiły się norki i już ich nie ma. Dziś jednak żadnego z tych zwierząt  nie spotkałem, ale rzeka nie była do końca pusta. Kiedy przechadzałem się wzdłuż brzegu zauważyłem, że przy przeciwnym brzegu żeruje para gągołów. Charakterystyczną cechą rozpoznawczą samca jest umiejscowiona na zielono połyskującej głowie biała plamka pod okiem. Gągoły są jednymi z moich ulubionych kaczek. Często widuję je na śródleśnych jeziorach. Ciekawe jest to, że swoje gniazda zazwyczaj zakładają w dziuplach, najczęściej wykutych przez dzięcioła czarnego. Młode są zagniazdownikami, więc po wykluciu wyskakują z dziupli, a następnie prowadzone przez samicę udają się do zbiornika wodnego niekiedy znacznie oddalonego.
Gągoły. Od lewej: samica i samiec.

Gdy mnie zauważyły odpłynęły i zniknęły mi z oczu w przybrzeżnej trzcinie. Następnie przeszedłem przez powalone drzewo na drugi brzeg i zacząłem zagłębiać się w las. 
Bór wyglądał dziś bajecznie. Między drzewami energicznie uwijała się masa ptaków, ćwierkając, a jednocześnie umilając mi dzisiejszą wizytę w lesie. Promienie słoneczne przedzierały się między pniami i gałęziami rozświetlając ciemną, leśną toń. Temu pięknemu widokowi towarzyszyła wszechobecna woń igliwia, oraz ptasi trel. Cudnie! Zagłębiając się coraz dalej, znalazłem się chwilowo w gęstwinie, którą stanowią głównie młode świerczki. Niespodziewanie spotkałem tam dzika, a dokładniej odyńca, czyli samca. Poderwał się kilkanaście metrów ode mnie i uciekł głębiej w zarośla. Zaskoczony, niestety nie zdążyłem uwiecznić go na zdjęciu.
 Kiedy z trudem wyszedłem z gąszczu coś zastukało mi nad głową. Byłem pewny, że delikwentem, którego usłyszałem był dzięcioł, po chwili okazało, że jest to dzięcioł duży (Dendrocopos major). Udało mi się zrobić mu zdjęcia, ale niezbyt dobrej jakości, ponieważ siedział dość wysoko. 
Dzięcioł duży (Dendrocopos major)

Na koniec, odwiedziłem jeszcze moje ulubione norowisko borsucze, które jest największym, jakie znam. Posiada masę otworów wejściowych, czyli tzw. okien. Ze względu na porę dnia moje szanse na zobaczenie właściciela były nikłe, więc oczywiście żadnego nie spotkałem. Na zdjęciu jedno, wybrane przeze mnie "okno" wchodzące w skład norowiska.  



Gdy już wracałem nad lasem przeleciały żurawie (Grus grus), po czym wylądowały na polu, gdzie wcześniej widziałem sarny. Czuję wielki sentyment do tych majestatycznych ptaków. Dodam, że co roku zakładają gniazdo nad opisaną powyżej rzeką.


2 komentarze: