niedziela, 26 marca 2017

"Srokosz - zabójca na ugorze, a także łabędź krzykliwy i żurawie, oraz związek między nimi" - Opowieści prosto z kniei.

Dziś pogoda była bardzo piękna, więc jakby tu nie wyjść w teren? Idąc w stronę lasu najpierw postanowiłem zajrzeć na ugór, czyli nieużytek rolny. Nie mam pojęcia dlaczego naszła mnie taka myśl. Ze względu na występowanie tam jeżyn i innych chaszczy przemieszczało się tamtędy bardzo niewygodnie. Gdy tak, wędrowałem, a raczej człapałem przez nieprzyjazny teren, nagle (strasząc mnie) z pod nóg wybiegł mi zając, oczywiście szarak. Bielaki, kuzyni naszych pospolitych szaraków występują w Polsce bardzo rzadko, więc... Kiedy zając uciekł spojrzałem na krzaki i ujrzałem jasnego ptaka wielkości zbliżonej kosa. Nie zastanawiając się przyłożyłem lornetkę do oczu i zobaczyłem, że ów ptakiem jest dzierzba srokosz. Ptak ten powszechnie określany jest mianem "ptasiego prześladowcy", "cichego zabójcy", "rzeźnika", bądź też "ptaka z piekła rodem". Skąd takie określenia? Zapewne stąd, że ten wyglądający niepozornie, niczym nie przypominający drapieżnika ptak, jest jednym z najbardziej skutecznych i bezwzględnych zabójców. Chwyta głównie gryzonie, ale w jego jadłospisie występują także inne ptaki, gady, oraz większe owady. Słyszałem, że potrafi upolować nawet kuropatwę. Najczęściej ptak ten poluje z zaskoczenia, siedząc nieruchomo, na wystającej gałęzi, obserwuje otoczenie, a gdy dostrzegą ofiarę rzuca się na nią z impetem. Do uśmiercania swoich ofiar wykorzystuje jednak różne sposoby, często niewybredne. Potrafi prześladować tak długo swoją ofiarę, uganiając się za nią w powietrzu, aż ta na ziemi padnie z wycieńczenia. Jest w stanie nękać wygłodniałe w zimie większe od nich ptaki, jak drozdy, czy kosy i zajadle atakować, wykorzystując ich osłabienie. Swoje ofiary nabija na kolce i gałęzie co wygląda jakby grasował tam jakiś psychopata. Ciernie są przez niego wykorzystywane niczym sztućce, ze względu na, słabe kończyny.


To spotkanie niestety nie mogło trwać wieczność, więc po jakimś czasie ptak odleciał, a ja ruszyłem ku krańcowi nieużytku. Po chwili dotarłem na skraj lasu, gdzie pasł się rudel saren. Niestety wpakowałem się im centralnie przed nos i momentalnie mnie zauważyły, jednakże zdołałem zrobić im serie zdjęć. Scrollując je można zobaczyć całą ucieczkę saren jak na filmie. Najbardziej podobają mi się ostatnie zdjęcia, na których zobaczyć je można skaczące niczym kangury.










































Kiedy przypadkowo spłoszone sarny całkiem zniknęły mi z oczu wszedłem w las i zacząłem się w nim zagłębiać. Teraz moim celem było leśne jeziorko, a może bardziej rozlewisko. W drodze udało mi się zobaczyć dwa jarząbki, niestety jak zwykle spotkanie było dość niespodziewane i bardzo krótkie. 
Nad jeziorkiem było przepięknie. Drzewa i błękitne niebo odbijały się w tafli wody. Wiatr niósł ze sobą wodny zapach, który idealnie wpasował się w szum trzcin i ptasi świergot. Najgłośniej odzywał się buszujący na pobliskiej sośnie kowalik, oraz urzędujący w koronach myszołów. 


Po chwili okazało się, że po jeziorku pływa łabędź krzykliwy. Nad tym rozlewiskiem widziałem ten gatunek pierwszy raz. Często bywają tam łabędzie nieme, ale krzykliwy to była nowość. Przyglądając mu się niespodziewanie usłyszałem klangor żurawi. Pewnie harcują na pobliskiej porębie - pomyślałem. Co ciekawe, na klangor żurawi odpowiedział podobnym głosem obserwowany przeze mnie łabędź krzykliwy. Teraz trąbili razem. Echo roznosiło się po lesie niebywale. Żurawie i łabędź niemal całkiem zagłuszyły cały ptasi gwar. A może po prostu miałem tylko takie wrażenie? Mniejsza z tym. Żurawie chyba pomyliły łabędzia z innym przedstawicielem swego gatunku, ponieważ po chwili jeden z żurawi przyleciał nad rozlewisko, a gdy zorientował się, że to łabędź, a nie konkurent o terytorium odleciał z powrotem na porębę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz