niedziela, 16 kwietnia 2017

''Wielka locha w Wielką Sobotę'' - Opowieści prosto z kniei.

W Wielką Sobotę wiadomo, czasu trochę brak, ze względu na przygotowania do Świąt. Pogoda zresztą wczoraj też była taka sobie. Padało, ale były przejaśnienia, które napawały mnie chęcią dalszej wędrówki po lesie. Gdy promienie słonecznie co jakiś czas przebijały obłoki las wyglądał magicznie. Dosłownie jak z bajki, czy filmu. Komicznie wyglądały już same promienie przeciskające się przez pnie drzew. Do tego można dodać jeszcze wszechobecną parę wodną, wywołaną ciepłem słońca, oraz ptasi gwar. Uwierzcie mi, wszystkie te czynniki tworzą naprawdę świetne trio.
No, ale to niestety nie mogło trwać wiecznie i po czasie Słońce zaszło. Wróciła lekka ponurość, ale to nie zniszczyło mi  planów.

W niektórych fragmentach lasu rosną teraz całe łany zawilców, a także śledziennic. Co ciekawe, obecność zawilców świadczy o tym, że drzewostan, w którym rosną istnieje w danym miejscu od dawna, tzn. że, np. 140 lat temu na pewno rósł tam las, a nie było tam, np. pól dopiero później przekształconych na drzewostan.
Śledziennica (Chrysosplenium L.)
 Spotkałem się też z niemałą ilością jednych z moich ulubionych wiosennych grzybów - czarkami.











Po zrobieniu im kilku zdjęć podniosłem głowę do góry i ruszyłem przed siebie, a mianowicie ku świerkowym zaroślom. Przedarłem się przez nie z lekkim trudem i w tym samym momencie zorientowałem się, że stoję pomiędzy lochą, a pasiakami. Zajęty przeprawianiem się przez zarośla dziki dostrzegłem dopiero, gdy znalazłem się dosłownie przed nimi. Mamuśka z lekka może mną zaskoczona zaczęła na mnie fukać. Czego trochę żałuje, nawet nie pomyślałem by wyciągnąć aparat i zrobić zdjęcia - stąd ich brak. Po chwili znowu na mnie fuknęła i zaczęła iść w moją stronę. Zaraz po tym przyśpieszyła, a ja wryty w ziemię zamarłem w bezruchu. Gdy była już naprawdę blisko zdecydowałem się na ucieczkę. No może nie dosłowną. Śpiesznym krokiem, zacząłem się od niej oddalać. Locha na szczęście nie miała ochoty za mną ganiać po całym lesie i po kilku metrach truchtu za mną stanęła, znowu fuknęła, albo chrumknęła i udała się do swoich pociech.

8 komentarzy:

  1. Fajny wpis. Tytuł zachęcający ;-) Też bym chciała mieć takie przygody ale mieszkam w mieście. Dobrze, że ta locha nie zaczęla gonić za panem dalej po lesie :-D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mateusz, rozwiń może ten wątek z zawilcami - to bardzo ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, dzisiaj w wolnym czasie coś poszukam i postaram się coś napisać, niekoniecznie tylko o zawilcach :) Powyższy post z braku czasu pisałem lekko na szybkiego i nie rozwinąłem... ;)

      Usuń
  3. Miałem podobne spotkania kilkukrotnie, nigdy nie dając powodów do ataku nie zostaniemy zaatakowani. Locha nigdy nie zainteresuje się nami jeśli nie stworzymy warunków do zagrożenia, szczególnie dla młodych. Zawsze stara się najpierw wyprowadzić młode albo je ukryć, potem interesuje się nami czy nasze zachowanie nie stwarza warunków które w/g lochy sa powodem do ataku. Dlatego warto poznać biologię tych bardzo inteligentnych zwierząt. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja nie zostałem zaatakowany. Tylko mnie kawałek przegoniła. Jak już napisałem byłem pomiędzy lochą a pasiakami i to się jej widocznie niezbyt spodobało. Locha na mnie kilka razy fuknęła, a ja się nie ruszyłem, więc zdecydowała by mnie kilka metrów przegonić.

      Usuń
  4. Fajna przygoda szczególnie dla miłośników przyrody.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń